Najpierw w Domu pojawiła się Ela. Była zapłakana. Chwilę potem Łukasz z powagą na twarzy, maskującą niepokój i smutek. Tacy młodzi. Lenka została w szpitalu. Nie opuściła go od dnia narodzin. Wiek na karcie pobytu dziewczynki to zaledwie 43 dni.

To Ela zauważyła, że coś jest nie tak. Najczęściej to właśnie mamy, które spędzają z dziećmi najwięcej czasu, zauważają najdrobniejsze zmiany. To właśnie determinacja Eli doprowadziła do szybkiej diagnozy, dzięki czemu można było wdrożyć leczenie, a szanse na pełny powrót do zdrowia wzrosły ogromnie.

Kiedy Lenka pierwszy raz zawitała do Domu Ronalda McDonalda na krótką przepustkę, był piękny, słoneczny dzień, a ona mieściła się na przedramieniu. Ela nadal miała smutną twarz, czasem oczy się jej szkliły, ale uśmiech pojawiał się coraz częściej. Diagnoza została postawiona, plan leczenia ustalony. Inne mamy i babcie, zwłaszcza babcia Halinka – dobry duch krakowskiego Domu – otoczyły Elę opieką i dawały wsparcie. Łukasz – pracujący za granicą – wracał do krakowskiego Domu tak często, jak mógł. A wtedy promieniały obie i Ela i Lenka.

Z czasem Ela i Łukasz zaczęli wspierać inne rodziny i te w szpitalu i te mieszkające w Domu. Zwłaszcza Łukasz, ze swoim wspaniałym poczuciem humoru i podejściem do dzieci stał się ulubionym wujkiem, który z każdym się powygłupia. Ela w kuchni gotowała pyszności, dzieląc się chętnie i przepisem i obiadem. Palce lizać! Razem z rodzicami Ignasia już „snuli” plany weselne. Bo Lenka i Ignaś bardzo przypadli sobie do gustu. Dwa lata szpitalnej i Domowej znajomości zaowocowało piękną przyjaźnią małych i dużych. I po tych dwóch trudnych latach nastąpiło radosne „Do widzenia! Leczenie zakończone. Dziękujemy!” Takie wydarzenia w Domu to zawsze wielka radość i nadzieja dla innych rodzin.

Po paru miesiącach telefon w niedzielne popołudnie. Ela z Lenką jadą w karetce do szpitala w Krakowie. Strach, niepewność. Znów? Znów to wszystko? „Przynajmniej wiem, że mam gdzie się podziać, że tu jesteście.”

– Gdzie moglibyśmy robić takie codzienne rzeczy jak pranie, gotowanie, mieć możliwość rozmowy z rodzicami, którzy są w bardzo ciężkim sytuacjach takich jak ja – mówi Łukasz. – Rodzina przyjeżdża i możemy spokojnie wypić kawę, upiec placek, posiedzieć w ogrodzie ze sobą. Dom Ronalda McDonalda, można powiedzieć, jest dla mnie drugim domem, w którym spędzam dużo więcej czasu niż w swoim prywatnym domu. To tutaj nasza Lenka postawiła pierwsze kroki. Tu wyprawiliśmy chrzciny. Było przyjęcie w jadalni, rodzina przyjechała, ale byli też inni mieszkańcy i zespół Domu. Świętowaliśmy razem, jak rodzina.

Dziś Lenka, Ela i Łukasz są na wakacjach w górach. Jest też z nimi roczny Leoś, młodszy braciszek Lenki. Ignaś z rodzicami też przyjechał. Lenka, 5-letnie żywe sreberko, szaleje z kuzynami, psy radośnie szczekają obok. Nikt by nie powiedział…

Rodzina Marciszów, Lenka i Ignaś, Historie pełne nadziei

Bardzo chcielibyśmy, aby nigdy nie dołożyli już ani jednego dnia do tych 382 dni, ani jednego więcej pobytu do tych 16, ale jeśli tak się stanie, Dom Ronalda McDonalda jest, aby pomagać. A oni to wiedzą i przekazują tę wiedzę innym. Dom w Krakowie nie jest już jedyny, od czerwca 2021 roku drugi polski Dom, w Warszawie, przy Szpitalu Pediatrycznym WUM, bezpłatnie pomaga rodzinom w potrzebie. W krakowskim Domu mieszkało już 470 rodzin. W Warszawie od 10 czerwca 2021 roku spokój i poczucie bezpieczeństwa otrzymało 15 rodzin z całej Polski.

Fundacja Ronalda Polska